W 1983 roku Lisanne Bainbridge opisała pojęcie ironii automatyzacji. Zgodnie z nim czym sprawniej działa automat, tym mniej okazji do działania ma człowiek, który go nadzoruje. W efekcie traci on wprawę dokładnie wtedy, gdy system zawodzi i trzeba przejąć ster.
Lekcja z lotnictwa
Lotnictwo poznało ten problem bardzo szybko. Piloci stworzyli nawet pojęcie „dzieci magenty”, którym określali osoby bezmyślnie podążające za różową linią komputera pokładowego, niezdolne do samodzielnego lotu. Branża wyciągnęła jednak wnioski, stawiając na symulatory i obowiązkowe godziny samodzielnego pilotowania. Testowanie oprogramowania znajduje się dziś dokładnie w tym samym punkcie – z tą różnicą, że automatyzacja postępuje w naszej branży znacznie szybciej i nie wypracowaliśmy jeszcze podobnej kultury treningu.
W debatach o roli AI w testowaniu ukształtował się jasny konsensus. Technologia przejmie zadania odtwórcze, takie jak pisanie skryptów, wykonywanie regresji czy układanie przypadków testowych. Rola ludzi ma sprowadzać się do zadań wyższego poziomu, czyli osądu, oceny ryzyka, krytycznej analizy i wychwytywania problemów na etapie projektowania. Choć ten punkt widzenia zdominował konferencje oraz artykuły o przyszłości branży, zawiera jedną istotną lukę. Nikt nie zastanawia się nad tym, skąd człowiek ten osąd właściwie bierze.
Testerska intuicja
Żaden sylabus nie nauczy praktycznego wyczucia. Różnica między doświadczonym a początkującym testerem nie leży w znajomości teorii technik czarnoskrzynkowych, ale w latach regularnego wykonywania testów. To efekt setek godzin przeklikiwania aplikacji, które potrafiły zawieść w najmniej spodziewanym miejscu. Budują go także wielokrotne regresje oraz własnoręczne pisanie skryptów, pozwalające poznać słabe punkty automatyzacji. To właśnie to doświadczenie buduje późniejszy sceptycyzm wobec raportów świecących na zielono.
Osąd nie powstaje w oderwaniu od praktyki. Buduje się powoli na bazie rutynowej pracy, z której obecnie tak skwapliwie zwalniamy ludzi na rzecz AI. Tej wiedzy nie da się wyłożyć na szkoleniu, a próba celowego rozwijania intuicji początkującego testera sprowadza się do dania mu przestrzeni na własne błędy i obserwacje. Najważniejszym czynnikiem był zawsze czas spędzony na bezpośredniej pracy z aplikacją, a to właśnie te godziny rynek zaczyna drastycznie ograniczać.
Dojrzałość technologiczna
Entuzjazm wokół AI przysłania prostą zależność. Ludzie projektujący dziś ramy pracy dla agentów zawdzięczają swój osąd konkretnej ścieżce zawodowej. Najpierw były to lata testowania manualnego, potem pisanie automatów, architektura testów, a na końcu nadzór nad maszyną. Wyczucie, które pozwala im weryfikować odpowiedzi AI, powstało właśnie na tej drodze. Paradoks polega na tym, że ci sami specjaliści z satysfakcją zwijają dziś drabinę, po której sami weszli na szczyt.
Za kilka lat początkujący tester może rozpoczynać pracę od roli nadzorcy. Będzie oceniał skrypty, których sam nigdy nie pisał, w aplikacjach, których nie przeklikiwał, szukając defektów, z którymi nie miał dotąd styczności. Teoretycznie dostanie więc tę szlachetniejszą część odpowiedzialności – sam osąd, pozbawiony podstaw zbudowanych podczas rutynowej pracy, a w rzeczywistości przypadnie mu rola sędziego, który nie spędził przy żywym systemie ani jednego dnia.
Trening bez praktyki
Oczywiście rzeczywisty rozmiar tego wyzwania okaże się z czasem. Niewykluczone, że testerskie wyczucie wykształci się inaczej – poprzez symulatory, środowiska testowe nastawione na awarie, pracę na hipotezach czy analizę znanych incydentów. Część z tych metod może przynieść rezultaty, ale problem polega na tym, że nikt jeszcze nie zweryfikował ich skuteczności w praktyce. Nie było takiej potrzeby, bo specjaliści projektujący dziś pracę agentów mają już solidną bazę doświadczeń, a skutki luk w szkoleniach uderzą w branżę dopiero wraz z wymianą pokoleniową.
Jeśli podczas kolejnej dyskusji padnie powtarzana często teza, że AI przenosi odpowiedzialność człowieka wyłącznie na poziom osądu, warto wówczas zadać jedno pytanie: z czego ten osąd uformuje się u ludzi, którym właśnie odebraliśmy jedyne źródło doświadczenia? W obecnych rozmowach brakuje odpowiedzi z prostego powodu – pełne konsekwencje tego problemu odczują przede wszystkim osoby, których w naszym zawodzie jeszcze nie ma.
Redakcja testerzy.pl