Skąd wiadomo, że tester "manualny" to żaden tester?

8920
wyświetleń
Skąd wiadomo, że tester "manualny" to żaden tester?
Po artykule o "automatycznych" testerach czas na drugą grupę, czyli "manuali". Dowiedz się dlaczego w pracy nazywają Cię klikaczem.

Nasz artykuł "Skąd wiadomo, że tester "automatyczny" to żaden tester?" spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem. Poprosiliście, aby opisać wady największej współczesnej grupy testerów żartobliwie nazywanych "manualnymi".

W wielu organizacjach na testerów mówi się „klikacze”. Może to być to objaw zwykłego braku szacunku, ale jest prawdopodobne, że to zbiór postaw i poglądów testerów, którzy sami deprecjonują swoją rolę. Poniżej pokazujemy zachowania prezentowane przez niektórych testerów, które dziedzinie testowania robią bardzo wiele złego.

1. Testuje tylko GUI.

Tester jest przedstawicielem użytkownika i musi wejść w jego buty. W swoich testach koncentruje się na interfejsie graficznym, bo to jest podstawowy poziom interakcji użytkownika z aplikacją. Innych interfejsów i warstw oprogramowania nie lubi / nie zna / brzydzi się.

2. Nie rozmawia z programistą.

Niezależność testerska jest najważniejsza. To nasz unikalny punkt widzenia, który zmącony przez aspekty techniczne może nam odebrać magiczną zdolność testowania. Rozmów z programistami o tym, jak działa software i dlaczego nie działa należy unikać jak ognia piekielnego. Najlepiej siedzieć w innym budynku, za wodą, na innym kontynencie. Linie telefoniczne poodcinać, komunikatory w trybie "zajęty".

3. Ma certyfikat.

Skończył 3-dniowy kurs, zdał egzamin jaki zdaje 99% podchodzących i już mu wiedzą nikt nie zaimponuje. O testowaniu wie wszystko i na całe życie. Bo certyfikat jest na całe życie.

4. Testuje manualnie.

Zgodnie ze słownikiem oprogramowanie testuje rękami. Obraca więc w palcach binarki, podnosi je w górę, by przeniknęło przez nie światło i patrzy, czy nie ma na nich jakichś skaz. Czasami zastanowi się nad nazwą swojego stanowiska, ale wtedy pogada z manualnymi programistami i oni powiedzą, że jest OK.

5. Środowisko ma być przygotowane.

Nie poniża się pracą poniżej swoich kwalifikacji i się nią nie zajmuje. Stawianie i konfigurowanie środowisk, kopiowanie ich do repozytorium, czyszczenie po zakończonej pracy? To tak, jakby kazać mu dbać o czystość w toalecie i szczotkować muszle po użyciu.

6. Boi się protokołów, kodu i hardware'u.

Trzeba sflaszować pamięć? Przywrócić ustawienia fabryczne? Zdebugować komunikację? Ale jak to? Manualny tester wie kogo zawołać, do kogo pójść, aby mu to zrobili. "No przecież nie jestem programistą".

7. Dopasowuje się do metryk.

Nie ma znaczenia jaka metryka, zawsze trzeba się do niej dopasować. Ważne jest, aby zaraportować dużo defektów? Nie ma kłopotu. Do końca dnia na Jirze będzie miał 50 trywiali (opisanych jako kritikale). Trzeba będzie uruchomić najwięcej testów ze statusem "przeszło"? 100% "passed" z 1000 testów (niektóre nawet uruchomione)! Realna kontrola jakości nie ma znaczenia, gdy trzeba iść zgodnie z procesem.

8. Excel jako repo do testów.

Kiedy przyszedł do tej firmy 5 lat temu wszystkie testy były w notatniku. To skok cywilizacyjny, że dziś są w Excelu. Po co mu narzędzie do zarządzania testami skoro ma takie fajne tabelki prosto od Microsoftu.

9. Przypadki testowe dla siebie.

Jak przypadki testowe, to tak zapisane, by tylko on je rozumiał. Przecież to on je będzie uruchamiał. Nie trzeba ich też uaktualniać przy zmianie dokumentacji. On pamięta, że tu trzeba to inaczej uruchomić.

10. Całe życie w jednym projekcie.

A po co zmieniać? Skoro nauczył się już tak doskonale dziedziny, to stratą dla projektu byłoby gdyby odszedł. Zna wszystkich i wszyscy go znają. Mentalnie zaakceptował wszystkie otwarte od lat zgłoszenia i nie widzi żadnych nowych problemów. Strefa komfortu w doskonałym porządku.

11. Eksploracja jest dla klikaczy.

Testowanie w oparciu o specyfikację jest królową nauk informatycznych, a eksploracja to jej brzydka siostra w skołtuniałych włosach i poszarpanym drelichu. Formalizm i proces wprowadzają do świata ład i porządek. Eksploracja to tępe i bezcelowe klikanie. Arystokraci testowania niechętnie spoglądają na łączenie tych dwóch podejść. To zaiste mezalians nie do pogodzenia.

12. Nie daje gwarancji.

No co ja mogę? Jestem testerem. Testowanie jest nieskończone, jest olbrzymia liczba konfiguracji i danych testowych, nie znajdę wszystkich defektów. Na dowolne pytanie o testowanie odpowiem "To zależy".

 

Nic od niego nie zależy.

Niestety zbyt często takie postawy mają miejsce, a podobne zdania wybrzmiewają na open spejsach i w zaciszach pokoi konferencyjnych. Tester oprogramowania nie jest samotną wyspą, nie może w nieskończoność wyznawać "najlepszych praktyk" i nie może odcinać się od nowej wiedzy.

 
 
8920
wyświetleń
Redakcja a

Autor

To powinno Cię zainteresować

Dołącz do dyskusji