To był rok pragmatyzmu, nie marzeń. Rok zamiatania po imprezie, która skończyła się jakieś cztery lata temu, ale część uczestników dopiero w 2025 zauważyła, że DJ dawno uciekł, światła zgasły, a jedyne, co jeszcze działa, to klimatyzacja.
Rynek pracy
2025 utwierdził nas w przekonaniu, że oferty na stanowiska juniorskie są w branży czymś w rodzaju jednorożców – wszyscy o nich mówią, nikt ich nie widzi. Gdy już pojawiało się ogłoszenie, lista wymagań sugerowała, że komuś coś się źle kliknęło, bo powinno nosić tytuł ”Senior tester w stawkach juniora”.
Midzi i seniorzy sobie radzą, ale bez fajerwerków. Zniknęły opowieści o podwyżkach co projekt i „skokach na głęboką wodę”, bo w 2025 większość specjalistów wolała zostać na brzegu i nie sprawdzać, czy przypadkiem w tej głębokiej wodzie nie ma rekinów z optymalizowanymi budżetami.
Stawki przestały rosnąć i nagle okazało się, że rozmowa o pieniądzach w IT może wyglądać normalnie, bez egzotycznych żądań i oczekiwań, że każda zmiana pracy to +30%. Stabilność stała się luksusem, a luksus – marzeniem.
AI i automatyzacja
Jeśli ktoś liczył, że 2025 przyniesie moment, w którym AI „przejmie testowanie”, to pewnie nadal czeka w tej samej kolejce, w której stoją też ludzie, którzy wierzą, że „kolejna wersja już na pewno nie będzie miała defektów”. Sztuczna inteligencja przestała być niezbadaną magią, a zaczęła być narzędziem. I to dobrym narzędziem, pod warunkiem, że ktoś wie, co robi. W praktyce oznacza to, że część zespołów przyspieszyła pracę, a część dalej generuje chaos tak efektowny, że można by go studiować na kierunkach filozoficznych.
Generowanie testów działa, ale nie zastępuje myślenia. Diagnoza flaky testów działa, ale nie zastępuje higieny frameworków. Automatyzacja działa, ale nie zastępuje tego, czego wiele firm najchętniej by się pozbyło, czyli ludzi.
Krótko mówiąc, AI zaczęło być traktowane tak, jak należy, czyli jako pomocnik, a nie jako zaklęcie, które rozwiąże problemy, o których wszyscy wiedzą, ale nikt nie ma czasu ich poprawiać.
Społeczność
2025 potwierdził, że rynek wydarzeń testerskich działa jak prawo dżungli. Zostali tylko ci, którzy wystarczająco dobrze radzą sobie w warunkach skąpego budżetu, kapryśnych sponsorów i publiczności, która przyszła po konkrety, a nie po naklejki na laptop. Spotkań jest mniej, ale wreszcie przestały udawać, że mają być wydarzeniami pełnymi fajerwerków. Te, które przetrwały, mają jedną cechę wspólną: nie próbują niczego pudrować. Przyciągają ludzi, którzy wiedzą, że dobra prezentacja to taka, po której człowiek wychodzi z myślą „ok, to mi się przyda”, a nie „ładne ikonki”.
Kompetencje
Rok 2025 był łaskawy dla tych, którzy mają kompetencje trudne, nudne i wymagające. Wydajność? Wreszcie zostało zauważone, że „u mnie działa” to nie jest strategia. Dostępność? Stała się must-have i to nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że brak dostępności przestał uchodzić na sucho. Do tego doszła praca z danymi. Tester, który rozumie jakość danych, zaczął mieć taką samą przewagę konkurencyjną, jak kierowca, który nie rozumie znaków drogowych. Można jeździć, ale daleko się nie zajedzie.
Za to klasyczne „umiejętności narzędziowe bez kontekstu” zaczęły tracić na wartości. Rynek wreszcie zobaczył różnicę między „znam narzędzie”, a „umiem używać narzędzia w projekcie, w którym coś naprawdę jest do zrobienia”.
Certyfikacje
W 2025 certyfikacje stały się trochę jak siłownia w lutym. Poszedł ten, komu naprawdę zależało. Wiele osób zrozumiało, że papier bez wiedzy jest lżejszy niż powietrze. Coraz większą popularność zyskały certyfikacje praktyczne, czyli takie, które sprawdzają faktyczne umiejętności, a nie zdolność do zapamiętywania definicji z sylabusa.
Zmiana niby oczywista, a jednak potrzebowała kilku lat chaosu, żeby wreszcie się wydarzyła.
2026
Prognozy są jednoznaczne: 2026 będzie rokiem wymagającym cierpliwości i ciężkiej pracy. Rynek powoli ruszy, ale nie na tyle, żeby zapomnieć o ostrożności. AI będzie bardziej obecna, ale wciąż nie tak mądra, jak chcieliby jej sprzedawcy. Projekty utrzymaniowe będą pełne pracy, bo przez kilka lat nikt nie miał czasu ich ogarniać.
Testerzy, którzy wyciągnęli wnioski, poradzą sobie świetnie. Ci, którzy czekają na powrót „starych dobrych czasów”, mogą już przestać czekać. One nie wrócą.
Podsumowanie
2025 nie przyniósł cudów, ale przyniósł prawdę. A ta bywa niewygodna – nie będzie łatwo, nie będzie szybko i nie będzie jak dawniej. Ale będzie stabilniej, mądrzej i bardziej profesjonalnie, pod warunkiem, że przestaniemy wierzyć w marketingowe slogany, a zaczniemy na to, co faktycznie działa w projektach.
2026 nie będzie rokiem spektakularnych zmian. I całe szczęście. Po kilku latach wahadła bijącego w obie strony aż miło zobaczyć, że wskazówka zaczyna wracać do środka.
Redakcja