Wiele można się nasłuchać na meetupach i konferencjach testerskich, czym testowanie jest. Zazwyczaj pochwał i superlatywów jest tak dużo, że zaczyna nam się wydawać, że wykonywanie testów to umiejętność, która jest zarezerwowana jedynie dla jednostek wybitnych. Tak jednak nie jest. Oto kilka przykładów tego, czym testowanie nie jest.
Testowanie nie jest supermocą
Nie jest to zbiór kompetencji, który charakteryzuje dobre czy złe postacie marvelowskie. Testowania można się nauczyć. Oczywiście nie każdy może się tego nauczyć i nie każdy może to robić dobrze, ale bardziej to jest zbliżone do prowadzenia autobusu niż do prowadzenia promu kosmicznego. Testowanie, jak każdy zawód, będzie lepsze, jeśli będzie podszyte pasją, ale jeśli będzie traktowane jako codzienna rzetelna robota, to również ujmy nie będzie.
Testowanie nie jest sztuką
Nikt nie dostanie Oscara za niesamowity performance ani za oryginalny scenariusz. Testowanie to sprawdzanie, czy oprogramowanie działa, jak powinno i skoro da się to zautomatyzować, to bliżej testom do pracy na taśmie niż do twórczego malowania obrazów. Testowanie to po prostu kolejny zawód stworzony w ramach rewolucji cyfrowej.
Testowanie nie jest koniecznością
Dziś testowanie jest, a jutro może go nie być. Nie było testów przez tysiące lat cywilizacji i jakoś sobie z tym jako ludzkość poradziliśmy. Jeśli za kilkanaście lat zawód testerów zniknie, to świat się nie zawali.
Testowanie nie jest dziedziną naukową
Choć wielu ma wrażenie, że w swojej codziennej pracy ociera się o intelektualne wyżyny poznania, to raczej jest to wskazanie do leczenia psychiatrycznego niż do ponadczasowego odkrycia.
Nikt nie dostanie Nobla za przetestowanie oprogramowania. Mało kto nawet zastanawia się, jakie naukowe uzasadnienie ma prowadzenie testów.
Testowanie nie jest dostarczaniem jakości
Jak mawia Kuba Rosiński, nie da się „wtestować” jakości do oprogramowania. Oprogramowanie nie staje się lepsze, jeśli położymy na nim naszą testerską dłoń. My go nawet nie jesteśmy w stanie zepsuć. Możemy jedynie powiedzieć, że już jest zepsute.
Mamy nadzieję, że z nadętego balonika testerskiego ego zeszło trochę powietrza i możemy już spokojnie wrócić do szukania defektów i ich raportowania.
Redakcja