Tester w Australii. Wywiad z Przemkiem Sechem

2286
wyświetleń
Tester w Australii. Wywiad z Przemkiem Sechem
Kontynuujemy temat emigracji testerskiej na przykładzie Przemka, którego mieszanka kompetencji, szczęścia i nietypowych zbiegów okoliczności doprowadziła do zamieszkania w Australii.

[Radek Smilgin] Dzień Dobry, a może Dobry Wieczór…

[Przemek Sech] G’day mate!

[Radek] jak aktualnie wygląda Twoja sytuacja zawodowa?

[Przemek] Na tę chwilę pracuję w Australijskiej firmie Ansarada, zajmującej się dostarczaniem Virtual Data Rooms (VDR) na potrzeby procesów Merge & Aquisition. W języku bardziej potocznym - dostarczamy platformę do bezpiecznej wymiany dokumentów pomiędzy kontrahentami biznesowymi. Do moich zadań jako Quality Assistance Lead należy dbanie o zespół inżynierów jakości oprogramowania zlokalizowany w Sydney oraz pośrednio opiekuję się zespołem w Ho Chi Minch City (dawniej Saigon).

[Radek] a jak wyglądała Twoja sytuacja zawodowa przed wyjazdem?

[Przemek] Przed wyjazdem miałem przyjemność piastować etat na stanowisku Senior Software Quality Assurance Engineer w firmie Rockwell Automation zlokalizowanej w Katowicach. Jest to firma, którą z czystym sumieniem polecam każdemu. Dodam, że jest to również firma, w której rozpoczynałem swoją karierę jako Software Tester. W 2009 roku dołączyłem do zespołu jako kontraktor, a w 2012 roku miałem przyjemność powrócić i dbać o jakość przez kolejne trzy lata.

[Radek] czy trudno było znaleźć pracę za granicą?

[Przemek] Nie, to praca znalazła mnie. Jestem jednak świadom, że jest to przypadek jeden na milion. Musiałem zostać w czepku urodzony.

Wielu moich znajomych przyjeżdża na wizie studenckiej, co pozwala pracować 20 godzin tygodniowo. Nie mam pojęcia w jaki sposób są w stanie utrzymać za zarobione pieniądze siebie i rodzinę. Sydney nie należy do tanich miast.

[Radek] Dlaczego zdecydowałeś się na wyjazd za granicę?

[Przemek] Decyzja o wyjeździe była czysto przypadkowa i złożyło się na nią wiele czynników. Pozwolę sobie przytoczyć historię, ponieważ w moim mniemaniu jest dość zabawna.

W 2014 roku miałem przyjemność występować na ogólnopolskiej konferencji Quality Excites pod patronatem Future Processing. Kilka tygodni po prelekcji odezwał się do mnie jeden z programistów Atlassian z pytaniem, czy nie chciałbym dołączyć do zespołu w Gdańsku. Zupełnie dla żartu odpowiedziałem, że jeśli mam się przenosić 500 km ze Śląska, to wolałbym 15000 km do Sydney. Po kilku rozmowach dostałem ofertę pracy w Atlassian Head Quarters w Sydney.

Decyzja o wyjeździe nie była łatwa zważywszy na fakt, iż rok wcześniej zostałem po raz drugi ojcem, a moja kariera w Rockwell Automation rozwijała się dynamicznie. Finansowo również nie mogłem narzekać. jednakże ciekawość i chęć poznania nieznanego zwyciężyły.

[Radek] czy Australia była celem od początku?

[Przemek] Jeszcze na studiach postanowiłem, że po zdobyciu pierwszego doświadczenia na rynku polskim, opuszczę kraj. Motywacją była zawsze ciekawość.

Pierwszym celem, pomiędzy studiami inż. i mgr była Irlandia. jednakże ze względu na podejmowane prace (McDonald i Dunnes Stores) nie mogę powiedzieć, że wyjazd znacząco wzbogacił moje portfolio inżyniera oprogramowania.

Moim Złotym Eldorado były Stany Zjednoczone i Dolina Krzemowa. Nigdy jednak nie miałem szczęścia się tam udać. Po studiach i po zostaniu ojcem, priorytety się zmieniły. Moja sytuacja materialna była również na tyle dobra, że wszelkie wojaże wywietrzały mi z głowy.

[Radek] Jakie były największe przeszkody w całym przygotowaniu do emigracji?

[Przemek] W moim przypadku nie było zbyt wielu przeszkód. Otrzymałem ogromną pomoc od Atlassiana i nie mówię tu tylko o pokaźnym pakiecie relokacyjnym, który z nawiązką pokrył koszty przeprowadzki. Z perspektywy czasu, po prawie pięciu latach, praktycznie nie dostrzegam tamtych wyzwań. Pamiętam tony dokumentów, które musiałem przetłumaczyć do wizy wliczając akty urodzenia, akt ślubu, dyplomy, listy referencyjne od pracodawców, zeznania podatkowe, zaświadczenia o niekaralności, certyfikaty zdrowotne, badania i wiele innych. O wiele trudniej było zdobyć wizę Permanent Resident.

Jestem jednak świadom, iż mój przypadek jest niestandardowy. Z racji faktu, że zapraszał mnie Atlassian, który ma swoje prawa relokacyjne, nie musiałem nawet zdawać testu ze znajomości języka angielskiego (IELTS).

[Radek] czy łatwo Ci się żyje za granicą?

[Przemek] Sydney jest jednym z droższych miast świata, ale i zarobki są adekwatne. Znajomi często pytają, ile zarabiam w przeliczeniu na złotówki. Odmawiam odpowiedzi, ponieważ nie odzwierciedla ona standardu życia. Zasadniczo jedna trzecia jest z miejsca pochłaniana przez wynajem mieszkania. Pozostałe dwie trzecie, pozwalają na utrzymanie czteroosobowej rodziny w średnim standardzie. Tu znowu nic niewnoszące porównanie, bo standard australijski jest inny od standardu polskiego. jeśli ktoś byłby zainteresowany migracją do kraju kangurów, chętnie odpowiadam na szczegółowe pytania na LinkedIn, bądź Messenger.

Zanim zostałem rezydentem, sporym kosztem była szkoła dzieciaków. Osoby na wizie sponsorowanej muszą uiszczać co roku opłatę w wysokości AUD 5000, a na wizie studenckiej AUD 10000. Osoby bez rezydenta nie mogą też liczyć na państwowe ubezpieczenie zdrowotne, ale mają obowiązek opłacać ubezpieczenie prywatne. Pociechą jest fakt, że składki zdrowotne są im w całości zwracane przy rozliczeniu podatku. Mniej pocieszający jest fakt, że cały taki zwrot może pochłonąć jedna wizyta u dentysty.

W mojej subiektywnej ocenia standard życia w Australii jest wyższy, przy założeniu, że zarabiam PLN-AUD w relacji 1-1. jednakże nie wszystko można przeliczyć na pieniądze. Australia to nie UK, gdzie, jeśli najdzie kogoś ochota, wpadnie do mamy na obiad i wróci do pracy kolejnego dnia. to jednak jakby nie patrzeć jest przysłowiowy „drugi koniec świata”. Dalej wyjechać się już nie da. Kto by chciał mieszkać z owcami w Nowej Zelandii?! Odległość utrudnia kontakty z bliskimi nawet w dobie wszechobecnego Internetu, a Internet w Australii to porażka. Różnica czasu jest drastyczna, 8 godzin w czerwcu i 10 godzin w grudniu.

Staram się ignorować syndrom emigranta i powtarzam sobie, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Czasami to pomaga, a czasami nie.

[Radek] czy istnieje coś takiego jak polska diaspora w Australii?

[Przemek] i tak i nie.

Jeśli rozpatrujemy diasporę w rozumieniu Robina Cohena, gdzie pielęgnowana jest pamięć ojczyzny w połączeniu z jej idealizacją, to raczej nie. Jest kliku aktywnych członków społeczności zrzeszonych szczególnie gęsto o obrębie jednej z dzielnic. Są to jednak rodacy poprzedniego pokolenia, którzy uciekali przed represjami. Wśród młodszej części emigracji raczej się nie dostrzega potrzeby ścisłej integracji z rodakami. Młodsi przybysze dość szybko i sprawnie integrują się z australijskim środowiskiem, które jest etnicznie mocno zdywersyfikowane.

Z drugiej jednak strony, zawsze miło zamienić kilka zdań z przypadkowo napotkanym na plaży Polakiem. W razie zetknięcia się z problemem, wiele osób w pierwszej kolejności szuka pomocy na polskich grupach, np. Facebook Polacy w Sydney. W zależności od opcji politycznej, można spotkać Polaków jednoczących się podczas eventów (WOŚP), czy protestów. Bardzo widoczny był Czarny i Biały Protest.

Z jednej strony Polacy chcą być Aussie i wmieszać się w tłum. Z drugiej strony, każdy tęskni za kaszanką lub pierogami.

[Radek] czy planujesz wrócić?

[Przemek] Ja nie, moja małżonka nie marzy o niczym innym.

Przyjechaliśmy z czystej ciekawości, na dwa lata, żeby zobaczyć, jak to jest. Zbliża się już piąty rok pobytu. W tym czasie udało się nabrać doświadczenia, wyrobić sobie markę, zdobyć rezydenta. Dzieciaki przyleciały znając po angielsku 3 słowa, a teraz mnie poprawiają. Kolejnym kamieniem milowym będzie zdobycie obywatelstwa i paszportu. kiedy to się uda osiągnąć, jest szansa rozważenia powrotu. Rodzice są coraz starsi i prędzej czy później, trzeba będzie spłacić dług z dzieciństwa.

Nawiązując do żony, z racji wrodzonego pesymizmu dostrzega ona sporo wad w australijskim stylu życia. Prym wiedzie system edukacji. Jest on na Antypodach, delikatnie ujmując, stosunkowo mało wymagający i bezstresowy. Osoba, która nie doucza się na własną rękę, będzie miała problem ze znalezieniem lukratywnej posady np. w Europie. Z drugiej jednak strony, właśnie dzięki słabszej edukacji, Australia chłonie specjalistów zza oceanu.

[Radek] Jakie masz rady dla testerów, którzy chcieliby wyemigrować za pracą?

[Przemek] Życzę z całego serca, wszystkim, którzy zdecydują się na relokację, drogi, którą ja przeszedłem. Porównując do niektórych moich znajomych, którzy męczą się po 10 lat na wizie studenckiej skręcając meble, moja ścieżka była usłana różami. Nie dostałem jednak wszystkiego na srebrnej tacy i troszkę jednak szczęściu pomogłem.

Dobrze jest przed wyjazdem wyrobić sobie markę. Ja przed wyjazdem miałem w CV firmy typu Capgemini, czy wspomniany Rockwell Automation. Bardzo pomocne jest wyróżnianie się na rynku, czy to przez prowadzenie poczytnego bloga, napisanie książki, czy jak w moim przypadku wystąpienia na konferencjach i meetupach. Z moich prywatnych obserwacji wynika, że rynek polski (w przeciwieństwie do australijskiego) jest już dość mocno nasycany wspomnianymi inicjatywami. Być może nadeszła pora na powiew świeżości.

Innym sposobem na wyjazd może być podjęcie pracy w firmie, która współpracuje z rynkiem Australijskim i próba przeniesienia się w ramach jednej organizacji. W ten sposób można znacząco ograniczyć stres oraz ilość niezbędnych dokumentów. Łatwiej też o rezydenta.

Pomysły na przeprowadzkę można mnożyć, jednak przed podjęciem decyzji, polecam gorąco rozmowę z kimś, kto tę drogę już przeszedł. Jest wysoce prawdopodobne, że gra nie jest warta świeczki. W kwestii rozmowy, polecam się. Jestem też pewien, że sporo moich znajomych będzie chętnych zamienić kilka zdań.

[Radek] No i na koniec chciałem zapytać jak z perspektywy Sydney wygląda sprawa katastrofalnych pożarów w Australii?

[Przemek] Media zwyczajowo uwypuklają najbardziej drastyczne kadry, jednakże podają zaskakująco wiarygodne informacje na temat ogromu strat. Faktycznie jest to tragedia o rozmiarze kontynentalnym.

Jako że mieszkam w centrum, nie odczuwam bezpośrednich skutków. Wprowadzone zostały restrykcje związane w używaniem wody i elektryczności. Były dni, kiedy niebo było krwisto czerwone albo nie było widać opery z odległości czterystu metrów poprzez kłęby dymu. Nieodłączny jest zapach spalenizny.

Sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej na obrzeżach miasta (które notabene jest wielkości województwa śląskiego). Bliscy znajomi, którzy zdecydowali się wynajmować posiadłość w pobliżu buszu, przez kilka tygodni mieli spakowane w pogotowiu walizki. Czekali tylko na informację o ewakuacji. Prawdziwe są doniesienia o ludziach zmuszonych uciekać na plażę, gdzie byli podejmowani przez okręty marynarki wojennej. Wszelkie inne drogi ewakuacji były już odcięte.

W moim odczuciu najbardziej poszkodowane są zwierzęta. Koale starają się ratować wspinając się na czubki drzew, co jest dla nich tragiczne w skutkach. Szacuje się, że 30% populacji spłonęło.

Chciałbym równocześnie wspomnieć o kilku pozytywnych obserwacjach. Australijczycy są narodem niesamowicie empatycznym. Zastępy wolontariuszy ruszyły pomagać zupełnie nieznajomym osobom. Ludzie mieszkający w pobliżu dróg ewakuacyjnych zapraszają poszkodowanych na poczęstunek, do skorzystania z prysznica, udostępniają place zabaw dla dzieci. Powszechne są zbiórki środków codziennego użycia oraz datków. Restauracja, w której się regularnie zatrzymuję podczas wycieczek motorowych, serwuje darmowe posiłki dla strażaków i wolontariuszy. Ostatni raz doświadczyłem podobnego ogromu życzliwości w Polsce podczas powodzi w 1997 roku. Pod względem jednoczenia się, jesteśmy podobni.

[Radek] Bardzo dziękuję za niezmiernie ciekawą rozmowę.

[Przemek] Dziękuję ci za możliwość podzielenia się doświadczeniami na łamach testerzy.pl. Pozdrawiam serdecznie z krainy Down Under.

Przemek Sech.

W przeciągu dziesięciu lat zbierania doświadczenia w branży IT, Przemek nakładał różne czapeczki. Pracował jako tester, QA, lider zespołu, młodszy programista, DevOps, R&D. Żadne z powyższych nie jest mu obce, jednak ostatecznie zdecydował osiąść w domenie Quality Assistance, gdzie rozwija się jako QA manager międzynarodowego zespołu.

Przemek jest pasjonatem szerzącym wiedzę na temat dostarczania możliwie najlepszej jakości oprogramowania. Swoją przygodę jako mówca rozpoczął na lokalnym meetupie w Gliwicach (Quality Meetup), występował na Quality Excites (2014 i 2018) oraz Sydney Testers. Przemek jest również organizatorem lokalnego meetupu w Sydney (Ansarada Sydney Quality Assistance Meetup), gdzie szerzy niestandardowe podejście Quality Assistance w wytwarzaniu oprogramowania.

W wolnym czasie ugania się za kangurami oraz ucieka przed pająkami i krokodylami w krainie Down Under.

LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/przemyslaw-sech/

A jaka jest Twoja historia? jeśli również chciałbyś się podzielić swoimi zagranicznymi doświadczeniami z czytelnikami testerzy.pl zapraszamy do kontaktu!

2286
wyświetleń
Radek Smilgin

Autor

Twórca portalu testerzy.pl

To powinno Cię zainteresować

Dołącz do dyskusji